Przekroczyć próg nadziei

“Bóg jest Miłością, ale dlaczego tyle zła?”

Fragment z książki-wywiadu z papieżem Janem Pawłem II autorstwa Vittorio Messori – “Przekroczyć próg nadziei”  Zaiste wspaniałe, fascynujące perspektywy — stanowią one dla wierzących nowe potwierdzenie nadziei. Nie możemy jednak zapominać o tym, że poprzez stulecia również i chrześcijanie w godzinie próby stawiali sobie dręczące pytanie: jak pokładać ufność w Bogu, który jest Ojcem miłosiernym, w Bogu, który — według objawienia Nowego Testamentu — jest samą Miłością, stając wobec rzeczywistości cierpienia, niesprawiedliwości, choroby i śmierci, jakie wydają się panować niepodzielnie w wielkiej historii świata i w codziennej historii życia każdego z nas?Stat crux dum volvitur orbis (Krzyż stoi, podczas gdy świat się obraca). Jak powiedziałem poprzednio, znajdujemy się w samym centrum historii zbawienia. Pańskie kolejne pytanie nie może oczywiście pominąć tego, co jest źródłem odwiecznych zakwestionowań nie tylko dobroci Boga, ale Jego istnienia. Jak mógł Bóg dopuścić do tylu wojen, obozów koncentracyjnych, do holocaustu?Czy ten Bóg, który to wszystko dopuszcza, jest jeszcze naprawdę Miłością, jak głosi św. Jan w swoim Pierwszym Liście?Więcej nawet, czy jest po prostu sprawiedliwy w stosunku do swego stworzenia? Czy nie za wiele nakłada na barki poszczególnych ludzi? Czy nie są to takie brzemiona, z którymi On pozostawia człowieka samego, skazując go na beznadziejność życia? Tylu ludzi nieuleczalnie chorych po szpitalach, tyle dzieci upośledzonych, tyle żywotów ludzkich całkowicie wyeliminowanych z kręgu zwyczajnego ludzkiego szczęścia na ziemi, takiego szczęścia, jakie daje miłość, małżeństwo, rodzina. Wszystko to razem stwarza obraz ponury. Obraz ten znalazł swoje miejsce w dawnej i współczesnej literaturze. Wystarczy tylko przypomnieć Fiodora Dostojewskiego, Franza Kafkę czy Alberta Camusa.Bóg stworzył człowieka rozumnym i wolnym, a przez to samo Bóg sam się postawił przed sądem człowieka. Dzieje zbawienia to także nieustanny sąd człowieka nad Bogiem. Nie tylko pytania, zakwestionowania, ale po prostu prawdziwy sąd. Do pewnego stopnia paradygmatem tego sądu jest starotestamentalna Księga Hioba. Dołącza się do tego zły duch, który z jeszcze większą przenikliwością gotów jest sądzić nie tylko człowieka, ale także działalność Boga w dziejach człowieka. Na potwierdzenie tego wystarczy odwołać się raz jeszcze do Księgi Hioba.Scandalum crucis (zgorszenie krzyża). W poprzednich pytaniach postawił Pan dokładnie ten problem: czy było potrzebne dla zbawienia człowieka, ażeby Bóg oddał swego Syna na śmierć krzyżową? Na tle tego, co teraz mówimy, wypada zapytać: czy mogło być inaczej? Czy Bóg mógł niejako usprawiedliwić siebie samego wobec dziejów człowieka — tak głęboko naładowanych cierpieniem — inaczej aniżeli stawiając w centrum tych dziejów właśnie krzyż Chrystusa?Oczywiście, można by odpowiedzieć, że Bóg nie potrzebuje usprawiedliwiać się wobec człowieka. Wystarczy, że jest wszechmocny. W takim razie wszystko, co czyni albo dopuszcza, musi być zaakceptowane. Na takim właśnie stanowisku stoi biblijny Hiob. Ale Bóg, który oprócz tego, że jest Wszechmocą, jest równocześnie Mądrością i który jest — powtórzmy raz jeszcze — Miłością, pragnie niejako usprawiedliwić się wobec dziejów człowieka. Nie jest poza-światowym Absolutem, któremu cierpienie ludzkie jest obojętne. Jest Emmanuelem, Bogiem-z-nami, jest Bogiem, który dzieli los człowieka, uczestniczy w jego losie. Tu jeszcze raz wychodzi na jaw niewystarczalność, wręcz fałszywość tego obrazu Boga, który bez sprzeciwu przyjęło Oświecenie. Po Ewangelii jest to zdecydowanie krok wstecz — nie w kierunku lepszego poznania Boga i świata, ale w kierunku ich niezrozumienia.Nie, absolutnie nie! Bóg nie jest kimś tylko poza-światowym, w sobie samym najmędrszym i wszechmocnym. Jego mądrość i wszechmoc zostają wprzęgnięte z wolnego wyboru w służbę stworzeniu. Jeżeli w dziejach ludzkich obecne jest cierpienie, to Jego wszechmoc musi okazać się wszechmocą uniżenia przez krzyż. Zgorszenie krzyża pozostaje kluczem do otwarcia wielkiej tajemnicy cierpienia, która należy tak organicznie do dziejów człowieka. Na to godzą się nawet współcześni krytycy chrześcijaństwa. Oni również widzą, że ukrzyżowany Chrystus jest jakimś dowodem solidarności Boga z cierpiącym człowiekiem. Bóg staje po stronie człowieka. Staje w sposób radykalny. ,,Uniżył samego siebie przyjmując postać sługi, stawszy się posłusznym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej” (por. Flp 2, 7–8). Wszystko jest w tym zawarte. Wszystkie indywidualne cierpienia i wszystkie cierpienia zbiorowe, zarówno te, które zostały spowodowane działaniem sił natury, jak też i te, które wywołała wolna wola ludzka: i wojny, i gułagi, i holocausty — holocaust żydowski, ale także na przykład holocaust czarnych niewolników z Afryki.

“Bóg jest Miłością, ale dlaczego tyle zła?” Read More »

“Wierzyć – ale jaki z tego pożytek?”

Fragment z książki-wywiadu z papieżem Janem Pawłem II autorstwa Vittorio Messori – “Przekroczyć próg nadziei”  Wielu ludzi uformowanych (lub zdeformowanych) w duchu pewnego typu pragmatyzmu i utylitaryzmu stawia dzisiaj pytania: ,,W końcu po co wierzyć? Cóż więcej daje wiara? Czy nie można być uczciwym i rzetelnym bez utrudniania sobie życia Ewangelią?”Można by odpowiedzieć bardzo krótko na Pańskie pytanie: pożytek z wiary nie jest przeliczalny na żadne dobra, choćby nawet dobra natury moralnej. Kościół nigdy nie przeczył, że także człowiek niewierzący może być uczciwy i szlachetny.Każdy sam zresztą o tym łatwo się przekonuje. Wartości wiary nie da się wyjaśnić w szczególności potrzebami samej tylko ludzkiej moralności, choć właśnie wiara dostarcza możliwie najgłębszego jej uzasadnienia. Dlatego bardzo często do wiary, jako argumentu, się odwołujemy. Czynię to sam w Encyklice Veritatis Splendor, podkreślając moralną doniosłość odpowiedzi Chrystusa: ,,Chowaj przykazania…” (Mt 19, 17) na pytanie młodego człowieka o właściwe używanie daru wolności. Mimo to można powiedzieć, że istotny pożytek z wiary leży w samym fakcie uwierzenia i zawierzenia. (Maryja w momencie Zwiastowania jest tego niedoścignionym przykładem i zdumiewającym wzorem, co zresztą znalazło swój niezwykły wyraz w utworze poetyckim Rilkego Verkündigung — Zwiastowanie). Wierząc i zawierzając, dajemy Bogu odpowiedź na Jego słowo. Słowo to nie pada w próżnię, ale owocując wraca do Tego, który je wypowiedział, tak jak to już kiedyś pięknie wyraził Izajasz prorok (por. 55, 11). Jednakże do tej odpowiedzi Bóg absolutnie nie chce nas przymuszać. Pod tym względem szczególne znaczenie ma Magisterium ostatniego Soboru, a w obrębie tego Magisterium szczególnie Deklaracja o wolności religijnej Dignitatis Humanae. Tę Deklarację warto by tutaj przytoczyć w całości i przeanalizować. Może jednak wystarczy przytoczyć niektóre zdania: ,,Wszyscy ludzie zaś — czytamy — obowiązani są szukać prawdy, zwłaszcza w sprawach dotyczących Boga i Jego Kościoła, a poznawszy ją, przyjąć i  zachowywać”. To, co Sobór tu podkreśla, to przede wszystkim godność człowieka. Dalej więc tak mówi: ,,Z racji godności swojej wszyscy ludzie, ponieważ są osobami, czyli istotami wyposażonymi w rozum i wolną wolę, a tym samym w osobistą odpowiedzialność, nagleni są własną swą naturą, a także obowiązani moralnie do szukania prawdy, przede wszystkim w dziedzinie religii. Obowiązani są też trwać przy poznanej prawdzie i całe swoje życie układać według wymagań prawdy”. ,,Prawdy zaś trzeba szukać w sposób zgodny z godnością osoby ludzkiej i z jej naturą społeczną, to znaczy przez swobodne badanie przy pomocy […] nauczania, przez wymianę myśli i dialog” .Jak widać, Sobór traktuje z całą powagą ludzką wolność, odwołuje się też do wewnętrznego nakazu sumienia, ażeby ukazać, że również ta odpowiedź, jaką człowiek daje Bogu na Jego słowo przez wiarę, ściśle odpowiada osobowej godności człowieka. Człowiek nie może być przymuszany do przyjmowania prawdy. Przymuszany jest do tego tylko swoją naturą, to znaczy samą swoją wolnością, ażeby prawdy tej szczerze szukał, a kiedy znajdzie, żeby przy niej trwał, zarówno swoim przekonaniem, jak i postępowaniem.I to jest niezmienna nauka Kościoła. To jest przede wszystkim nauka, którą Chrystus sam potwierdził swoim postępowaniem. Pod tym kątem wypada odczytać na nowo drugą część soborowej Deklaracji o wolności religijnej. Tam też znajdujemy chyba odpowiedź na Pańskie pytanie. Takie samo stanowisko znajdujemy w nauczaniu Ojców, w tradycji teologów od św. Tomasza z Akwinu do Johna H. Newmana. Sobór potwierdza tylko to, co było stałym przekonaniem Kościoła. Znana jest opinia św. Tomasza: do tego stopnia opowiada się on za uszanowaniem sumienia, iż twierdzi, że niegodziwym byłby akt wiary w Chrystusa ze strony człowieka, przekonanego w sumieniu, że czyni w tym przypadku źle (por. Summa Theologiae, 1–2, q. 19, a. 5). Człowiek zawsze ma obowiązek słuchać swego sumienia, nawet gdyby było ono niepokonalnie błędne. Nie wolno tylko człowiekowi trwać w błędzie, nie usiłując przekonać się o tym, jaka jest prawda. Jeżeli Newman stawia sumienie nad autorytetem, to nie głosi nic nowego w stosunku do stałego Magisterium Kościoła. Sumienie, jak uczy Sobór ,,jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa […]. Przez wierność sumieniu chrześcijanie łączą się z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy i rozwiązywaniu w prawdzie tych problemów moralnych, które narzucają się tak w życiu jednostek, jak i we współżyciu społecznym. Im bardziej bierze górę prawe sumienie, tym więcej osoby i grupy ludzkie unikają ślepej samowoli i starają się dostosować do obiektywnych norm moralności. Często jednak zdarza się, że sumienie błądzi na skutek niepokonalnej niewiedzy, ale nie traci przez to swojej godności. Nie można jednak tego powiedzieć w wypadku,gdy człowiek niewiele dba o poszukiwanie prawdy i dobra, a sumienie z nawyku do grzechu powoli ulega niemalzaślepieniu” (Gaudium et spes, n. 16).Trudno nie zauważyć głębokiej spójności wewnętrznej tekstu Deklaracji o wolności religijnej. W świetle jej nauczania możemy więc powiedzieć, że istotny pożytek wiary polega przede wszystkim na tym, iż człowiek realizuje przez nią dobro swojej rozumnej natury. Realizuje je, dając odpowiedź Bogu, a odpowiedź ta jest powinnością. Jest to zarazem powinność wobec samego siebie. Chrystus uczynił wszystko, ażeby przekonać nas o znaczeniu tej odpowiedzi, której człowiek powinien udzielić w warunkach wewnętrznej wolności, żeby jaśniał w niej ów veritatis splendor, który jest tak zasadniczy dla godności człowieka. Chrystus też zobowiązał Kościół, ażeby w taki sam sposób i on postępował. Dlatego też tak znamienne są w dziejach Kościoła sprzeciwy wobec wszystkich, którzy usiłowali zmuszać do wiary ,,nawracając mieczem”. Trzeba w tym miejscu przypomnieć stanowisko, jakie zajęła hiszpańska szkoła z Salamanki wobec gwałtów popełnianych na pierwotnych mieszkańcach Ameryki, na indios, pod pozorem nawracania na chrześcijaństwo. A wcześniej jeszcze w tym samym duchu wypowiedziała się Akademia Krakowska na Soborze w Konstancji w 1414 roku, wskazując na gwałty popełniane na ludach nadbałtyckich pod takim samym pozorem.Chrystus z pewnością pragnie wiary. Pragnie jej od człowieka i pragnie jej dla człowieka. Osobom szukającym u Niego cudu mówił: ,,wiara cię uzdrowiła” (por. Mk 10, 52). Przypadek niewiasty kananejskiej jest szczególnie przejmujący.Chrystus jakby nie chciał usłyszeć jej wołania o pomoc, o cud dla córki, jakby chciał sprowokować to przejmujące wyznanie: ,,lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów” (Mt 15, 27). Chciał poddać próbie tę kobietę, ażeby potem mógł powiedzieć: ,,wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!”

“Wierzyć – ale jaki z tego pożytek?” Read More »

Scroll to Top